Dodatek ilustrowany do blogu Warszawa
Blog > Komentarze do wpisu

Raduńska, Kaskada

Na Raduńskiej jeszcze można zobaczyć, jak niegdyś wyglądał Marymont. Małe, skromne domki w ogródkach, komórki, gołębniki.
warszawa





























Domki otoczone bzami
warszawa





























Po sąsiedzku komórki
warszawa





























Ślady po ostrzale
warszawa





























A tutaj już nikt nie mieszka
warszawa





























poniedziałek, 22 czerwca 2009, eela

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
good_news
2009/06/22 00:40:42
Hmmm, zupełnie, jak na Modlińskiej. Kontrasty, kontrasty. Uwielbiam Marymont. Jestem tam codziennie. Nie licząc sobót.
-
Gość: Piotr, 192.193.245.*
2009/06/22 15:52:33
Jakkolwiek to zabrzmi, dziekuje za tego bloga.
Od dawna nie mieszkam w Warszawie i coraz bardziej do Warszawy tesknie. Ale nie tej ze szklanych wiezowcow ani apartamentowcow otoczonych szlabanami. Tesknie najbardziej do starych, zapomnianych domow. Domow, ktore mialy pamiec i dusze. Milo widziec, ze ktos tez dostrzega ich piekno. Ze komus tez rownie przykro patrzec, jak sie powoli rozpadaja. A jednoczesnie ich ruina pozostaje w naszej pamieci jako - na przekor wlasnie - wspomnienie ukochanego miasta.
Pozdrawiam. I jeszcze raz dziekuje
Piotr z Anglii
-
eela
2009/06/22 22:53:51
Tak, szkoda mi odchodzącego miasta. Najgorsze jest to, ze większość domów można było uratować. Należało je remontować. Z tzw. Dzikiego Zachodu juz nie ma prawie nic. I tak jest w całej Warszawie. Łatwiej jest wyburzyć starą kamienicę i na cennej działce wybudować jeszcze jeden niby apartamentowiec niż remontować to, co ocalało po wojnie.
Pozdrawiam :-)
-
Gość: Marta Brzoza, *.zone8.bethere.co.uk
2011/09/25 10:27:55
Świetne miejsca znajdujesz! Gratuluję Ci spostrzegawczości :)
-
Gość: oskard, *.adsl.inetia.pl
2013/03/04 00:35:09
Witaj Eelu!
Byłem dzisiaj na Raduńskiej i w okolicy popstrykać, co tam jeszcze zostało. Na ręcznie narysowanej mapce pozaznaczałem sobie wszystkie warte uwiecznienia (moim zdaniem;D) obiekty, żeby nic nie przeoczyć. Zaznaczając je w domu, patrzyłem na satelitę map google. Wśród zaznaczonych znalazł się mały domek (Raduńska 4), który zwrócił moją uwagę z góry chyba tylko dlatego, że miał dach jednospadowy i wyglądał biednie. Idę Pęcicką, patrzę w prawo... a to się drewniak okazuje!:D Nietypowy wprawdzie, bo brak mu "ząbkowania" pod okapem dachu, okna też niespotykane - zespolone (!), a te cechy zbliżają go bardziej do drewniaków łódzkich, ale może tu akurat taka specyfika regionu była. Także kolejne drewienko zostało odkryte.
Sporo też tzw. "otynkowańców" - Godowska róg dawnej Marii Kazimiery, czy Raduńska 3 (tego ściana pulpitowa złapała się na trzeciej Twojej fotce). Niestety wiele z nich nie zostało, są silnie zdewastowane - Raduńskiej 3 niedługo oderwie się elewacja i runie na podwórko, a ten z Godowskiej ma ogromne i liczne wyrwy jak świeżo po ostrzale z czołgów. Jego północna ściana już prawie nie istnieje...
Jest jeszcze drewniak na al. Słowiańskiej (tuż przy Marymonckiej), ale jego okna wydały mi się podejrzane, sprawdziłem w domu na ortofoto i dobrze mi się zdawało - powojenny. Trudno to nazwać drewniakiem, to bardziej drewniany budynek gospodarczy - brak mu strychu i komina nawet, ale zawsze to drewno;).
pozdrawiam
-
eela
2013/03/06 22:31:35
Witaj, Oskarze
Dawno tam nie byłam. Jak robiłam zdjęcie tego pierwszego domku, właściciel był bardzo niezadowolony, bo co tu fotografować. W ogółe w tych okolicach byłam wtedy pierwszy raz. Lubię atmosfere tych prawie podmiejskich osad z przedwojennym rodowodem. Cos takiego jest jeszcze na Siekierkach. Malutkie domki, waziutkie uliczki, często gruntowe. Wszyscy sie znają, nikt nie jest anonimowy. Teraz się to powoli zmienia. Stare biedadomki się rozpadają, w tym miejscu powstają juz duże wielorodzinne domy. Trochę szkoda. Sama przez pierwsze 20 lat swojego zycia mieszkałam we Włochach. Tam tez wszyscy się znali. Wszystko miało jakąs bardziej ludzka skalę.
A na Marymont i przyległosci w niedługim czasie chyba się wybiore w celu porównania. Mam sprzed 30 lat biuletyn turystyczny z opisem trasy przez Marymont. Ciekawa jestem co się zmieniło.
-
Gość: oskard, *.adsl.inetia.pl
2013/04/11 18:12:15
Witaj!
No ludzie często nie lubią jak się ich domy pstryka, mogą mieć podejrzenia, że to z wrogimi zamiarami. Jest teraz era internetu, a wiadomo co taki chce? Może doda opis, da na jakąś śmieszną stronę i zrobi obrazek z podpisem "prawie jak wersal... prawie robi wielką różnicę", albo "tu mieszka twoja stara...", bo i w tym stylu bywają:D
A jego domek ciekawy akurat, taki biedny, ale zawsze modernizm. Ciekawie prezentują się te romboidalne okienka strychu, szkoda tylko że nieznana jest pierwotna stolarka parteru:(
Też zauważyłem utratę ludzkiej skali, że tak powiem, taką dehumanizację przestrzeni miejskiej, a nawet wiejskiej, i to bez znaczenia, czy chodzi o biurowe centrum, czy dzielnice domków. Wszystko staje się jakieś... dla cyborgów (wszelki przejaw nowoczesności), albo przesadnie lukrowe, przesłodzone (gargamele, dworki z kolumnami... o zgrozo!). A cały czas sukcesywnie ubywa prawdziwych przedmieść, znika krajobraz, taki który od zawsze kojarzył się z określeniem "przedmieście" - czyli brak kanalizacji, rynsztoki (choć te i w centrum dawniej były), parterowe domki, dachy papowe, komórki i wygódki, i oczywiście, jak na Warszawę przystało - gołębniki.
Może to zabrzmi jak żart, ale sam cały czas od dziecka już marzę, żeby mieszkać w takim nieskanalizowanym miejscu:) Żeby gołębie "bujać", do bimberku mieć fabrykie (chociażby dla ciekawostki samej, już dla faktu posiadania) i jeden wielki... delikatnie mówiąc bałagan na podwórku;) Dom oczywiście obowiązkowo z jednospadowym dachem, i oczywiście papą krytym - jednym słowem mieszkalny skansen dawnego, warszawskiego przedmieścia. W końcu trzeba zachować każdy rodzaj przedwojennej zabudowy, bez wybierania, co lepsze a co gorsze. Bogate, monumentalne, lub po prostu posiadające jakiś styl zabytki się obronią, zawsze znajdą obrońców. A obawiam się, że starej wprawdzie, ale tzw. substandardowej zabudowy, nikt nie ochroni, najwyżej co cenniejsze obiekty (a prawdę mówiąc - subiektywnie estetyczniejsze dla konserwatora) mogą trafić do gminnej ewidencji zabytków, która jednak nie stwarza żadnej ochrony w praktyce:(. A nie sądzę żeby ludzie z własnej woli mieszkali w przyszłości w takich domkach - dziadkowie się wykruszają, działki przejmują dzieci, które albo sprzedają developerom, albo zostawiają sobie majątek, ale przecież nikt młody nie będzie mieszkał w takim "dziadostwie" - bo jak się tu przed znajomymi pokazać? Starym wszystko jedno, ale ile jeszcze ci starzy pożyją...
I taka zabudowa znika, albo ulega takim przekształceniom, że trudno się dopatrzeć starego rodowodu, robi się niemal tak samo sztuczna i koszmarna jak nowe gargamele:(

A wracając do marzenia o własnym domu, to moim prześladowcą w myślach stał się, odkąd go odkryłem, drewniak z Ciemnej 6 na Targówku - coś pięknego! Dach jednospadowy, papowy, obowiązkowo warsiawskie "ząbki" pod okapem, małe okna czterokwaterowe (czyli biedackie typowo;D), jeszcze ten wiatrołap doklejony do jego elewacji... Niczym żywcem sprzed 1914, jak te kilka widocznych w filmie "Gdzie diabeł mówi dobranoc". Kiedyś to był typowy rodzaj drewniaka i domu w ogóle, na przedmiejskich dzielnicach. A dziś... został tylko ten, jedyny, skansenowy wręcz eksponat. Jeszcze na Hutniczej 2 jest podobny, też może być nie lada staroć, sprzed I wojny, ale zdjęcie niezwykle trudno wykonać tak, żeby nie zostać zaatakowanym przez psa właściciela, który od razu całą okolicę na nogi podnosi;)
Jak kiedyś zawitasz na Fabryczny to obowiązkowo obejrzyj oba, ale zdjęcie najlepiej robić z ukrycia, albo o 4:00 nad ranem;D

Sprzed 30 lat? To dopiero fantastyczne archiwum musi być! :o :D
Ale tam jest tylko opis, czy są też zdjęcia obiektów na trasie wycieczki
pozdrawiam
-
eela
2013/04/12 23:10:03
O drewnianym domu i spokojnym zyciu to sporo osób marzy. :-)

Na Raduńskiej pierwotne okna parteru mogły być zupełnie inne, potem wymieniono na typowe. Zdecydowanie gryzą się z górą. Widac też nowe drzwi wejściowe. Pewnie był remontowany i przy tej okazji wyrzucone zostały okna skrzynkowe.

Strasznie szybko się zmieniają dawne przedmieścia. Teraz ludzie chcą zyć wygodnie ale poza Siekierkami chyba wszędzie są teraz doprowadzone wodociągi. Na Kaskadzie chyba pomp ulicznych nie widziałam. Jeśli ktos ma duża działkę to pewnie oplaca się sprzedac i wynieśc do bloku, ale wydaje mi się, że jeśli ktos całe zycie mieszkał w domku z ogrodem to mieszkanie w bloku nie jest dla niego żadna atrakcją. Wtedy warto zamienic, gdy dom wymaga kapitalnego remontu i brak na to pieniędzy.

Niestety, w tych biuletynach nie ma zdjeć, tylko szkice piorkiem.
Niedaleko mnie, na Mokotowie na Dąbrowskiego jest antykwariat świetnie wyposazony. Tam własnie kupuję takie rózne starocie. Nie są drogie, bo oprócz kogos takiego jak ja, mało to kogo interesuje. Kiedyś znalażłam tam tygodniki niemieckie z czasów wojny z komunikatami z Warszawy. Jak będziesz w okolicy, wstap. Można właściciela poprosic o zatrzymanie książek czy czasopism gdy zabraknie pieniędzy. Karta tam płacić nie można.
-
Gość: oskard, *.adsl.inetia.pl
2013/04/19 16:01:13
Hehe, owszem, o domu, ale nie o drewnianej "ruderze" - bo tak często klasyfikuje się pulpitowce:( O mieszkańcach takich domów większość myśli z litością i wyobraża sobie że na pewno woleli by mieszkanie w bloku. A ja takim zazdroszczę, i żal mi, gdy widzę całe nieraz kwartały wysiedlane np. pod jakąś trasę (jak Górce). Jak oglądałem Górce po opustoszeniu, widziałem jak sobie radzili, rozbudowywali, tu komórka, tu gołębnik, warsztacik, dobudówka... Każdy po swojemu, że tak powiem, "ergonomicznie" do swoich potrzeb kształtował te chałupiny i ich otoczenie. Żal mi się ich zrobiło, myśląc że pewnie za odszkodowanie tylko na jakieś mieszkanie starczyło. A jak pomyślę, ilu takich "gołębiarzy" z takich domków musiało się do luksusu blokowego przenieść, gdy blokowiska budowano kosztem takich miejsc... ile to dramatów było. Nawet w "Alternatywach 4" czy "Warszawskich gołębiach" pokazane to było jak zesłanie, a nie wymarzony przydział. Mnie by też za nic nie ruszyli z takiej chałupy, choćby to była tylko jedna, wilgotna izba. Ale mały, stary domek to oprócz kilku niewygód wolność, swoboda, poza tym zawsze jakiś kawałek ogródka. A tzw. media to luksusowe zniewolenie, ciągle trzeba myśleć żeby mieć z czego opłacić, żeby mieć zarobek. Pół bidy jak wyłączą prąd - są świeczki itd, tylko z lodówką gorzej... ale reszta jest niezbędna, jak np. woda. A tak - własny domek, własne ujęcie, choćby nawet trzeba było dźwigać ciągle wiadro ze studni i na piecu podgrzewać, ale zawsze to własne, nikt nie odbierze, nikt nie każe opłacać. jedynie o podatku za grunt trzeba pamiętać, no i teraz te śmieci dojdą. Ale i tak to wolność, szczególnie gdy porównamy do bloku. Poza tym z domku za niepłacenie za grunt raczej nikt nie eksmituje, w przeciwieństwie do mieszkania. Domek to stabilizacja, bezpieczeństwo, nie porównywalne z żadnym, nawet luksusowym, grodzonym osiedlem;)
Dzięki za tę informację, na pewno się tam przejdę - teraz na wagę złota są miejsca gdzie można nabyć takie perełki. Na prawdę wielkie dzięki:)
A z kartą czy kontem nie ma problemu, i tak nie mam - to m. in. jeden z przejawów mojego przedmiejskiego zamiłowania do wolności;)
Pozdrawiam:)
-
eela
2013/04/21 21:55:26
Właśnie, Górce. Na blokowych Górcach niedaleko Dywizjonu 303 miałam znajomych. Z mojego Mokotowa tam to koniec swiata. Byłam na Dywizjonu 303, gdy juz miał iść pod nowa trasę ale jeszcze trwał. Szutrowa wąska droga wśród domków utopionych w bzach i jasminach. A na samym koncu jeszcze zboże rosło. Nie miałam wtedy przy sobie aparatu fotograficznego a jak sie wreszcie wybrałam, nie było juz nic. Powstanców Ślaskich biegło wiaduktem a na dole w tym miejscu, gdzie teraz autostrada, jeszcze było wielkie gospodarstwo ogrodnicze. Z drugiej strony tego blokowiska od strony starej Górczewskiej były ze dwa, może trzy domki, które ocalały. Strasznie mi było tych ludzi żal. Potracili wszystkich sąsiadów. Nawet nie mają teraz od kogo soli pozyczyc jak zabraknie. :-) Tak, to prawdziwe dramaty. Ale znów z drugiej strony - jest na tyłach telewizji przy Woronicza ulica Abramowskiego. Przy części ulicy, za blokami były małe domki, budowane po wojnie sposobem gospodarczym z czego się tylko dało. Cały niemal teren objął developer. Podobno płacił po około 40 tys. za metr gruntu. Wynieśli się niemal wszyscy.
Antykwariat jest między al. Niepodległości a Łowicką.